sobota, 23 stycznia 2016

Marzenia i cele się spełniają


Ostatnio coraz częściej myślę o uciekającym czasie.
Lubię, gdy czas jest zapełniony wartościowo, gdy ludzie go nie tracą, gdy działają i żyją pełnią życia. Właśnie tak staram się żyć od dłuższego już czasu. 
Dzięki zmianie nastawienia udało mi się spełnić kilka moich marzeń. Wierzyłam w ich realizację bardzo mocno, były moim głównym celem, czymś co miało mnie uszczęśliwiać.

Po pierwsze, za sprawą Męża spełniłam swoje marzenie o jeździe konno. Kocham konie, kocham je obserwować, ich widok mnie uspokaja i odkąd pamiętam chciałam wsiąść na to piękne zwierzę. Zrealizowane, wspomnienia cudowne :)
Po drugie, zawsze mówiłam, że będę kiedyś swoją szefową. Udało się, zawzięcie do tego dążyłam i mam swoją wymarzoną firmę. Nareszcie sama sobie jestem szefem, właścicielem i czuję się z tym świetnie.
Mogłabym jeszcze wymieniać, ale nie to chodziło mi dziś po głowie.

Jestem w trakcie przygotowywania swojej listy celów. Ma być ich około 100. Cele, na których przeszkodzie nic nie stoi - ani brak pieniędzy, ani brak odwagi, ani kwestie zdrowotne, ani rodzinne. Spisuję wszystko co siedzi mi głęboko w głowie i co chciałabym w życiu zrobić/czego dokonać, bez względu na okoliczności.
Najbardziej działa na mnie wizualizacja, wtedy widzę to namacalnie i jeszcze bardziej chcę osiągnąć daną rzecz. Staram się zbierać obrazy, które pokazują mi moje cele. Na Was też tak to działa?
Moja lista na dzień dzisiejszy ma około 40 punktów, ale stale będzie się rozrastać i mam nadzieję, że będzie ich niedługo setka.



MOJA LISTA CELÓW:

1. Zbudować swój wymarzony domek
2. Opanować płynnie j. włoski
3. Odwiedzić wszystkie włoskie regiony
4. Mieć kotka
5. Nauczyć się szyć na maszynie
6. Zarabiać miesięcznie minimum 10tys zł
7. Kupić czerwony samochód
8. Mieć w domu biblioteczkę
9. Opalać się na wyspie pod palmami
10. Przeczytać ksiązkę w j. angielskim
11. Pływać z delfinami
12. Spędzić kilka dni w Bieszczadach
13. Zrobić sobie szalik na drutach
14. Surfować na Hawajach
15. Mieć swój warzywny ogródek
16. Nauczyć się jeździć na łyżwach
17. Urządzić piękny ogród
18. Kupić domek w górach
19. Zjeść croissanta w Paryżu
20. Zobaczyć wodospad Niagara
21. Nauczyć się robić profesjonalny makijaż
22. Zobaczyć Nowy Jork nocą
23. Wyjazd pod namioty, taki z kiełbaskami z ogniska i polowymi warunkami
24. Polecieć samolotem
25. Mieć swoją własną garderobę (pomieszczenie)
26. Jeść śniadanie na swoim tarasie
27. Kupić kamerę i nagrać pamiątkowy film z wakacji
28. Mieć kominek w swoim domu
29. Przeżyć Święta w góralskiej chatce
30. Upiec tort
31. Obejrzeć film w kinie plenerowym
32. Mieć konia
33. Wybrać się do Oceanarium Sea Life London Aquarium
34. Nauczyć się robić sushi
35. Na wakacjach mieszkać w pensjonacie z widokiem na ocean
36. Zobaczyć białe domki w Grecji
37. Odwiedzić jedną z winnic w Toskanii i napić się wina z tamtejszych winorośli
38. Ukończyć kurs pierwszej pomocy
39. Wyjechać do Nowej Zelandii






"Kiedy się cze­goś prag­nie, wte­dy cały wszechświat sprzy­sięga się, byśmy mog­li spełnić nasze marzenie" Paulo Coelho

niedziela, 17 stycznia 2016

Relaksujące zimowe popołudnie


Odkryłam, że tej zimy nie miałam jeszcze okazji zamieścić jeszcze śniegowych. Dzisiaj tak na prawdę była jedyna ku temu okazja. Jedyna okazja, by wyjść na śnieg, pospacerować popołudniu, poobserwować tą piękną zimę.
Przyszła do nas - biała, urokliwa, śnieżna i zimna. Brakowało mi jej, a wszechobecna chlapa była już dla mnie nie do zniesienia...


Refleksyjnie spędzam dzisiejszy dzień.
Ostatnio niestety brak mi chwili na takie dni jak dziś. Niby jedyny wolny w tygodniu, a i tak musiałam nadrobić zaległości z całęgo tygodnia w praniu, sprzątniu, gotowaniu.
Mam ochotę na moment wyciszenia, godzinkę lub dwie z książką, pyszną herbatą, pod ulubionym kocem. Powiem Wam w sekrecie, że dwie z tych rzeczy już są spełnione - piszę do Was spod kocyka, a przede mną stoi kubek gorącej herbaty z cytryną. Gdy skończę pisać i odłożę latopa, sięgnę po "Słowa pamięci", którą już praktycznie kończę. W kolejce czeka na mnie kryminał :) Szykuje sie piękny wieczór!





Przyjemnej, śnieżnej zimy! :)

środa, 6 stycznia 2016

Jak przemalowałam swoje meble z okleiną


Dziś specjalnie dla tych niecierpliwych post stricte techniczny. 
Pomimo tego, że w internecie krąży wiele instrukcji wyjaśniających jak malować meble z okleiną, wciąż dostaję od Was maile z zapytaniem jak pomalowałam swoje kuchenne meble. 
TEN post jest jednym z najczęściej czytanych na blogu, więc nie dziwi mnie fakt, że pytacie :)
By oszczędzić sobie czasu odpisywania na każdego maila wpadłam na pomysł, aby opisać wszystko krok po kroku tutaj. Myślę, że w pełni ułatwi Wam to wykonanie takiej metamorfozy.




CO BĘDZIE WAM POTRZEBNE?

Gąbki ścierne o gradacji 80

Wałeczki flokowane - malowałam dwoma rozmiarami (malutkie i większe). Najlepiej kupcie przynajmniej po dwie sztuki z każdego rozmiaru, ponieważ gdy robicie przerwę w malowaniu pomiędzy jedną a drugą warstwą, wtedy myjemy wałeczek i czekamy aż wyschnie. Czasem farba już wysycha, a wałeczek jeszcze nie, wtedy używamy nowego. I tak zamiennie.


Farba - ja malowałam te meble akrylową emalią do drewna i metalu, ale używałam też satynowej farby Luxens i w obu przypadkach efekt był fajny.

Lakier do mebli - wybrałam bezzapachowy (to się sprawdza!) i półmat, by uzyskać jak najbardziej naturalny efekt końcowy.



1. Na początek rozkręcamy meble. Fronty muszą być oddzielone od korpusu, wtedy uda nam się dojść wałeczkiem wszędzie w trakcie malowania.

2. Matowimy szafki gąbkami ściernymi, do momentu aż będą jaśniejsze, porysowane w całości. Nie musimy zdzierać całej okleiny, wystarczy jesdynie zmatowić, by farba miała lepszą przyczepność.

3. Po matowieniu musimy DOKŁADNIE oczyścić szafki z kurzu, a potem umyć je mokrą ściereczką z płynem, aby je odtłuścić. Słyszałam, że używa się do tego benzyny ekstrakcyjnej, ale ja umyłam po prostu płynem do naczyń, później wysuszyłam i myślę, że to był też dobry sposób.

4. Mieszamy farbę i zaczynamy jej nakładanie. Pamiętajcie, że lepiej nałożyć kilka cienkich warstw, niż np dwie gubsze. Ja musiałam nałożyć trzy warstwy farby (w odstępnach 8 godzin), by zakryć wszelkie prześwity. Przed każdą kolejną warstwą farby przecierałam delikatnie fronty, aby zwiększyć przyczepność kolejnych warstw. Przecierałam gąbeczką ścierającą i wycierałam ściereczką z kurzu. Każda kolejna warsta dużo lepiej się trzyma i całość jest odporniejsza na wszelkie odpryski.

5. Na farbę nakładamy jeszcze dwie warstwy lakieru. Ja użyłam półmatu, bo nie chciałam by się zbytnio błyszczały. Jestem bardzo zadowlona z wyboru, są takie jak chciałam. Jeśli chcecie uzyskać inny efekt - bardziej błyszczący lub matowy - wybierzcie lakier jaki Wam odpowiada.
Przed lakierem uważnie przetrzyjcie z kurzu szafki, bo nawet malutkie pyłki są później widoczne pod lakierem (powstają zgrubienia). Ja niestety przez takie małe pyłeczki i moją nieuwagę musiałam od nowa matowić, malować i lakierować dwa fronty...


PRZED....

PO  PRZEMALOWANIU





Kochani! Jeśli zastanawiacie się czy odnawiać swoje stare szafki z okleiną, czy kupić nowe, to zdecydowanie polecam tę pierwszą wersję. Uprzedzam, że pracy jest sporo, ale efekt wynagrodzi Wam ten trud :) Malujcie, wymieniajcie uchwyty, to na prawdę świetna zabawa i rezultat niesamowity!

Powodzenia! 

niedziela, 3 stycznia 2016

Co przyniósł rok 2015


Witajcie Kochani,

Ostatnio jest mnie tutaj zbyt mało. Tęsknię za Wami, za tym miejscem, za relaksem jaki tutaj zawsze mnie spotykał. Postaram się być tu częściej, odnajdywać spokój w tym miejscu, spokój, którego ostatnio tak bardzo mi brakuje.

Jak co roku krótkie podsumowanie minionego w kilku słowach i zdjęciach.
A Wam jak minął rok 2015?



STYCZEŃ był miesiącem zimnym, śnieżnym (ten niestety tak się nie zapowiada...), w którym to szukałam spokoju i ciszy. Spacerowałam, czytałam książki, a wieczory spędzałam pod kocykiem z kubkiem ulubionej herbaty.



LUTY spędziłam prawie cały w domu, miałam urlop od pracy. Sporo gotowałam. a z wnętrzarskich aspektów udało nam się zmienić karnisz w pokoju :)



W MARCU wprowadziłam do nas jeszcze więcej kolorów black&white, a dodatkowo nastała długo wyczekiwana wiosna :)



KWIECIEŃ to łapane przeze mnie pierwsze wiosenne pąki, którym poświęciłam sporo miejsca na blogu. Udało mi się też być na Targach Rzeczy Ładnych, gdzie zachwycałam się pięknymi tworami wykonanymi przez uzdolnione osóbki.




MAJ to moje ulubione konwalie i bzy. Stworzyłam też swoją pierwszą półkę na książki. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się zrobić kolejną :) bo niestety miejsca na książki znów brak...




CZERWIEC praktycznie cały spędziłam na świeżym powietrzu. Napawałam się zapachem kwiatów, truskawkami, młodymi warzywami z domowego ogródka...




LIPIEC upłynął mi pod znakiem gór. Najpierw wyjazd w Pieniny, a potem cały miesiąc wracałam do niego myślami :)



SIERPIEŃ to dalszy ciąg podróżowania, tym razem w bliższe rejony.




WRZESIEŃ I PAŹDZIERNIK o czas oczekiwania na jesień i jesień namacalna, która zauroczyła mnie swoimi kolorami... Jak zwykle gdy przychodzi jesień zaczęłam być nieco ospała, ale za to nadrobiłam książkowe zaległości.



LISTOPAD I GRUDZIEŃ był dla mnie baaaaardzo pracowite. Otworzyłam w końcu swoją wymarzoną firmę i zabrakło mi kompletnie czasu na to miejsce... Jednak udało mi się wprowadzić do domu nieco zimowej atmosfery :)



Przede mną kolejny rok, nowe wyzwania, nowe plany i ogrom pracy.
Życzę sobie dużych pokładów energii, cierpliwości oraz nie zapominania o tym co jest najcenniejsze i co daje mi największe szczęście. Realizacji mojego największego marzenia jakim jest stworzenie własnej rodziny i miejsca do życia.
Mi i Mężowi życzę szczerego uczucia, takiego "mimo wszystko" oraz nie zagubienia siebie w tym wszystkim co nas otacza.
Wam życzę dwóch najważniejszych spraw - zdrowia (bo bez zdrowia nic nie cieszy), oraz takiego prawdziwego szczęścia :)