niedziela, 24 lipca 2016

Mogłabym tak żyć wiecznie


Uwielbiam te nasze rowerowe wycieczki. Wtedy czuję, że żyję i że z tego lata wyciągam jak najwięcej :)

Moją miłość do koni już znacie. Jest bezgraniczna, lubię obserwować te zwierzęta, zachwycać się ich umaszczeniem, grzywami, tym z jaką gracją się poruszają. Mogłabym robić im zdjęcia non stop, a i tak by mi się to nie znudziło.
Zawsze gdy wyruszamy na rowery, myślę tylko o tym abyśmy po drodze jakieś konie spotkali. Dzisiaj takie szczęście mnie spotkało, aż dwa piękne <3
Po drodze znaleźliśmy kilka w tym roku pierwszych naszych grzybów - jutro będzie z nich pyszna jajecznica ze szczypiorkiem :)
Wracając słońce już powoli zbierało się do snu. Zdążyłam jeszcze zrobić kilka zdjęć i dzień niestety zaczął się kończyć...

Mogłabym tak całe życie... Wśród pól, zwierząt, owoców, warzyw, na przejażdżkach rowerowych, na grzybach, piec ciasta, gotując świeżo zerwaną fasolkę... żyć tak jak teraz...









sobota, 16 lipca 2016

Owocowe szaleństwo i nowy mebelek


Weekend wolny!

Och jak cudownie wstać rano bez pośpiechu, zacząć niespiesznie przygotowywać śniadanie. Potem przejść się spacerkiem po ogrodzie, popróbować świeżych owoców, zerwać cukinię na leczo, borówki i maliny na ciasto i wreszcie wyjąć aparat :) Uwiecznić szybko to co się dzisiaj działo, to co wykonałam. Choć zaległości mam dużo to czasu za mało, zdecydowanie za mało. Dlatego tak bardzo doceniam choć jeden dzień wolny od pracy, kiedy mogę robić wszystko co sprawia mi największą przyjemność...
U nas w ogrodzie owoce już piękne, jest na co popatrzeć i czym się najeść. Za mną już produkcja dżemów truskawkowych i dżemów z czereśni. Przymierzam się jeszcze do powideł śliwkowych oraz marmolady malinowej. Na bieżąco robię kompoty, ciasta z agrestem, z malinami, truskawkami (mamy też późniejsze odmiany, które dopiero się zaczynają :> więc sezon truskawkowy trwa u nas od maja do pierwszych mrozów), więc każdego dnia duża porcja owoców jest w naszych organizmach.










Jakiś czas temu zaczęłam robić pufkę ze skrzynki. Brakowało nam jednego siedzenia, gdy mamy gości i szybciutko wymyśliłam pufę, na której Mąż lubi wykładać nogi po całym ciężkim dniu gdy siedzi na swoim ulubionym fotelu ;) Skrzynkę pomalowałam grafitową farbą. Na razie jest trochę prowizoryczna, ale jeszcze myślę nad jej dopracowaniem, stale zmienia mi się w głowie wizja... Kolory też szalone, nigdy nie decydowałam się na wiosenną zieleń, a na dodatek dobrałam jeszcze dla polepszenia stylistyki we wnętrzu zielono-pomarańczową matę na stoliczek. Jest u nas teraz bardziej kolorowo niż zawsze :)




Cudownego weekendu!