środa, 21 czerwca 2017

Mój długi weekend


Kocham długie weekendy. 
Odkąd jestem swoim szefem, robię sobie wolny każdy długi weekend. Codziennie pracuję 10h lub więcej, marzę każdego dnia o dłuższym wolnym. Tym bardziej teraz, gdy zrobiło się ciepło, szkoda mi marnować pięknego dnia w pracy...



W ostatni weekend wyjechaliśmy 300km od domu, do rodziny.
Nie byliśmy tam 2 lata, wiele się zmieniło, ogród nabrał kolorów. Ciocia włożyła sporo pracy w jego pielęgnowanie, ozdabianie, wprowadziła zmiany we wnętrzach. Biegałam z aparatem by uwiecznić to co było tu i teraz, a za kolejny rok porównać co się zmieniło.
Zazdroszczę im widoku z okna, zachody słońca muszą być piękne na takim wzgórzu :)








W najlepsze grillowaliśmy wieczorem, rano piliśmy kawę w ogrodzie. Ziemniaki na obiad obierałam w altance, patrząc jak dzieciaki bawią się przy domu.
Żyć nie umierać, każda chwila była niepowtarzalna, z każdej korzystałam ile się da.






Ciocia kocha storczyki. Ma ich w domu podobno ponad 20, co chwilę zmienia ich aranżacje w pomieszczeniach. Są cudne, kolorowe, wyciszają mnie. Chciałabym też mieć kiedyś taką piękną hodowlę.







Tym akcentem kończę przesiąknięty zdjęciami post i czekam na kolejny ciepły weekend, by zbierać promyki słońca i chwile gorąca :)

Pozdrawiam Was ciepło!


środa, 7 czerwca 2017

Tryb offline


Chyba przyzwyczaję się już do tych ciepłych, przyjemnych weekendów :)
W każdy mamy możliwość korzystania ze słońca, wylegiwania się w ogrodzie, jedzenia niespiesznie obiadów na tarasie, chodzenia po trawie, doglądania naszych warzyw, podlewania kwiatów, a przede wszystkim nie myślenia o niczym co zostawiłam w mieście. Zostawiam wtedy telefon firmowy, zostawiam pracę, klientów, przełączam się w pełni na tryb offline.
Zaczęliśmy przerywać już niektóre warzywa np. rzodkiewkę, pojawiły się pierwsze czerwone truskawki i z utęsknieniem czekam na maliny...








Postanowiłam pierwszy raz pojechać z naszą Psotką na działkę i wypuścić ją na dwór, by zaznała trochę biegania po trawie, możliwości ganiania za ptakami i poczuła wiatr w sierści. Początkowo trochę bałam się, że gdzieś pobiegnie i nie wróci, ale ona jest tak do mnie przywiązana (jak pies), że nie spuszczała mnie z oczu i chodziła tylko tam gdzie ja jestem. Teraz każdy weekend będzie nasz :) Nie mogę doczekać się, aż pobudujemy domek, ogrodzimy naszą działkę i ona będzie kotem, który wreszcie będzie mógł biegać tam gdzie chce, kiedy chce, w pełni korzystać ze świeżego powietrza... Zwierzęta są takie szczęśliwe na wolności, biegając po trawie, to tak bardzo rzuciło mi się w oczy gdy obserwowałam naszą kotkę w ten weekend.  Noo jeszcze przynajmniej 1,5 roku, maksymalnie 2 latka i będę ja szczęśliwa, ona, mój maż, cała nasza trójka.




Oby do następnego weekendu! :)